poniedziałek, 27 lutego 2017

Wegańskie rafaello, że palce lizać!

Tłusty czwartek był i się zmył, zbliża się więc wielkimi krokami Wielki Post i myślę, że niezależnie od gorliwości wyznawania wiary, jest to świetny moment na ograniczenie spożycia wszelkich kaloryczności i pyszności z dobrym skutkiem dla naszej sylwetki.
Oczywiście i ja, jak 3 miliony innych Polek, zamierzam najbliższe kilkadziesiąt (eheeee,..) dni spędzić jedząc zdrowiej, lepiej, mniej niż zwykle, a przede wszystkim, ograniczając do niezbędnego w przetrwaniu minimum ilość słodyczy czy fast foodów. Co prawda nie jestem pożeraczką fast foodów z racji wegetarianizmu, ale fryteczkami czy pizzą nie pogardzę, a czasem nie gardzę nimi kilka razy w tygodniu. 
Dobra! Do brzegu!
A co, jeśli nagle w czwartek po środzie popielcowej znajoma zapowie się na kawkę, lub nagle i niespodziewanie najdzie Cię ochota na coś pysznego i do tego słodkiego? 
Nic prostszego. 

Wtedy, całe na biało, wchodzą
WEGAŃSKIE RAFAELLO.


Oto przepis. Nie da się go schrzanić.

Będziesz potrzebować:
  • 1 szklankę kaszy jaglanej
  •  350 ml mleka kokosowego
  • miseczkę wiórek kokosowych
  • garść migdałów
  • 1/3 szklanki daktyli
  • szczyptę cynamonu
  • łyżeczkę aromatu waniliowego lub syropu waniliowego.

Przepisów na takie domowe pralinki jest mnóstwo, i mój pewnie niewiele się od nich różni. Oto i on:

1. Do niewielkiego garnuszka przełóż z puszki mleko kokosowe. Jeśli trafi mi się bardzo gęste, rozrzedzam je odrobinę innym mlekiem roślinnym, na przykład migdałowo-kokosowym firmy Joya, które kupuję w Netto. Do mleka wsyp kaszę jaglaną i dwie łyżki wiórek kokosowych. Trzeba to mieszać, żeby się nie przypaliło, mleko rozpuściło i wymieszało, i żeby nie przywarło nam do dna. Gotuj to tak przez około 10-14 minut, aż kasza wchłonie całe mleko, i zostaw jeszcze trochę, żeby jaglanka napęczniała i ostygła.

2.  Równolegle daktyle zalej wrzątkiem razem z migdałami. Niech się tak moczą przez dobre 15 lub nawet 20 minut, kiedy gotujesz i studzisz kaszę.

3. Odsącz daktyle i i wrzuć do garnuszka z kaszą. Dodaj tam również połowę migdałów, szczyptę cynamonu i aromatu lub syropu waniliowego. Całość traktuj blenderem aż do momentu, gdy w garnuszku pojawi się jednolita, gładka masa.

4. Pozostałą połowę migdałów obierz ze skórek (łusek?) przy pomocy ostrego nożyka. 

5. Masę nabieraj łyżeczką i w dłoniach formuj kuleczki wielkości typowych pralinek: ok. 2-3 cm średnicy. Do środka wepchnij obrany migdał. Kuleczki obtaczaj we wiórkach kokosowych w miseczce.

6. Nasze pyszności należy schłodzić przez min. 1 h w lodówce i tam trzeba je też przechowywać. Moje najdłużej (przy hurtowej ilości) stały 2 dni i były niezmiennie pyszne. :)

Proste, łatwe i baaaaardzo przyjemne :) SMACZNEGO! 



czwartek, 23 lutego 2017

Czwartek, i to tłusty!

Dziś tłusty czwartek! (oraz bedroom inspoł)

W związku z tym, i innymi czynnikami, dziś przede mną naprawdę długi dzień w pracy. ale nie ma co się tym zrażać, na równoległym torze myślowym jestem w sypialni, pod puszystą kołderką, wśród mych białych  ścian, światło dzienne razi, bo nie mam rolety ani nawet zasłony, ojej! Nie mam nawet karnisza! Światło słoneczne odbija się od pustych ścian, muszę schować się pod kołdrą, odwrócić tyłem do okna! Aaaa! Słońce, daj pospać! 
Wszystko dlatego, że sypialnia jest ciągle jeszcze w fazie urządzania. 
Najważniejsze już mam! Czyli długą na 3 metry szafę, w której mieszczę cały świat - z wysuwanymi koszyczkami, poprzeczkami, półeczkami... Z białymi frontami i czarnymi uchwytami. Szafa marzeń! Kupiliśmy także łóżko - ostatnio strasznie modne, ale nie przeszkadzał mi ten fakt. Każdy fan Doroty Szelągowskiej zgadłby, co to za łóżko - oczywiście, szare, tapicerowane, z pikowanym zagłówkiem! No i do tego piękna, ogromna, niebieska komoda. Baza jest, jest w czym rzeźbić. Teraz tylko serce mam rozdarte, co z tą bazą zrobić! Z jednej strony uwielbiam czysty i przejrzysty styl skandynawski, z drugiej jednak, uwielbiam klimaty boho czy vintage. Poniżej wrzucam więc garść inspiracji w obydwu stylach. Jak sama się napatrzę, to zrobię wjazd do jyska, pepco i na allegro, i może wreszcie obiorę kierunek. I kupię karnisz i zasłony! I roletę też. :)


źródło: pinterest.com

Na focie obok pinterestowa klasyka: poddasze, festynowe lampki w skosie, do tego hamak. Duże okno, lampiono-stolik nocny, grafika w dziki motyw, oczywiście jasne ściany i podłogi, do tego różne tekstylia i różniste poduchy. Z jednej strony - nic odkrywczego: typical pinterest, a z drugiej - urzekają mnie takie sypialnie! To jest prawdziwa oaza relaksu. Choć na hamak może mi w sypialni nie wystarczyć miejsca, to reszta jak najbardziej na pro. A hamak sobie uwieszę na balkonie!













źródło: pinterest.com
 Dobra, tu mamy dużo bieli. Bardzo lubię ten kolor (a podobno jego brak ;)). Wizja śniadania w łóżku w leniwy sobotni poranek, w świeżej, białej pościeli jest naprawdę kusząca. Baldachim jedynie budzi we mnie mieszane uczucia. Nie wiem czy bardziej porywa mnie jego zwiewny urok, czy przeraża to, że taki baldachim to niezły kurzołap! Myślę, że w tej aranżacji robi nawet ta mikroplama koloru w postaci zielonej roślinki.

No a niżej mamy dwie kolejne sypialnie, z których jedna (ta z lewej) potwierdza moje spostrzeżenie sprzed sekundy, że biel lubi się z roślinnością, a druga udowadnia, że stolik nocny to wymysł koncernów meblowych - pod warunkiem, że masz w chacie sporo krzeseł :D
Dodatkowo - biel, czerń, szarość, paseczki... Wiadomo. Bardziej podoba mi się fakt, że obrazeczki zostały przyklajstrowane do ściany zwykłą taśmą klejącą. Nie  trzeba od razu wbijać gwoździ w ścianę, by mieć fajny, estetyczny akcent. Na krzesło-stoliku stoi jeszcze supermodny sukulent - ale moda to mało istotny szczegół, bo podobno aloes w sypialni czyni samo dobro!










źródło: pinterest.com
źródło: pinterest.com


źródło: pinterest.com



Okej, co dalej?



źródło: piterest.com






Tu mamy dwie nieco poważniejsze aranżacje. Równe poduszeczki, równo powieszone rameczki. Ale również tu królują moje ulubione sypialniane klimaty: biel, szarość, pastele, dużo naturalnego światła, rozmaitość tekstur materiałów. 
















Te grubo plecione koce to jest hit, no nie? 
Takie właśnie zakupiłam łóżko, z nieco niższym zagłóweczkiem. Szał i uwielbienie!












źródło: piterest.com


źródło: pinterest.com
 Dla równowagi wrzucam trochę boho i w kolorze. Lampki, frędzle, kolorowe materiały. Powyżej, po prawej jest też bardzo ciekawa lampa sufitowa.
Klimat trochę festiwalowy, a jednocześnie robi mega przytulność w tych wnętrzach.
źródło: pinterest.com

Tu z lewej z kolei kolejne łózko z pikowanym zagłówkiem.
Najbardziej podoba mi się jednak okno w industrialnym klimacie.





Poniżej dwie ostatnie dziś sypialnie.
Pierwsza trochę boho, ale w minimalistycznym wydaniu: zasłona, dekoracja na ścianie i już. Nie mamy przepełnienia, przesytu. Po prawej za to ciekawe łóżko w "jaskini" - kojarzy mi się z klimatem greckich wysp!
<3 <3 <3

Dobra! To na razie tyle w temacie sypialni. Jak Wam się podobają moje typy? :)


źródło: pinterest.com
źródło: pinterest.com

środa, 22 lutego 2017

Dzień dobry.

Zwykle ludzie mają ocknięcie z początkiem roku, ale ja chyba zaspałam... :) Ocknęłam się więc za półmetkiem lutego - że świetnym narzędziem autowyrazicielskim i automotywacyjnym jest blog! Myślę, że należę do nieskończonego zbioru lasek, które sobie postanawiają, że zaczną prowadzić blog. Ja już nawet raz zaczynałam! Ale jakoś to zdechło mi samo. Oto więc jestem, ponownie, jak feniks z popiołów, z nową energią zaczynam!
Mój blog... to będą standardowe wynurzenia przęciętniary ze średniego ośrodka miejskiego, gdyby nie to, że w internetach już funkcjonuje twór pod tą nazwą, nazwałabym go "Przeciętne cele w życiu".
A pisać będę o czym mi się żywnie będzie chciało i podobało - czyli o najzwyklejszym życiu laski dobijającej do portu trzydziestki. A więc: o żarciu (przynajmniej wegetariańskim, czasami wegańskim), o pracy (pracuję w "kulturze"), o tym co zobaczę lub przeczytam (obrazki w mózgu i na ekranie), no i co zobaczę w otaczającym mnie świecie, o tym, jak świetnie idzie mi (i mojemu mężulkowi) remont chaty, o tym co próbuję robić, by kilka kilko zniknęło z wyniku wagowego, jak zjarane farbą włosy usiłuję doprowadzać do stanu "nie trza ścinać", co na grzbiet zarzucić - a na swoim podwórku jestem mistrzynią dziwnej stylówy!
No! Czyli taki lajfstajl za średnią krajową (na dwoje) - czyli jak Ci zapodam DIY to naprawdę DIY - a jak "1000 prezentów poniżej 100 zł", to nie 399,00 rozłóż sobie na 4 raty...
Zapraszam do zaglądania tutaj, no a z czasem, jak się trochę rozbujam i jakiś zbłąkany internetowiec czasem tu zajrzy to domontuję jeszcze fejsa :D